Kontynuacja blokad przejść granicznych stanowi zagrożenie dla funkcjonowania państwa ukraińskiego, a tym samym dla bezpieczeństwa Polski. Kryzys transportowy na granicy Polski i Ukrainy
W związku z tym, że Polska ma być kanałem przerzutowym migrantów w stronę Zachodu, o zaostrzeniu kontroli na granicach regularnie mówi Berlin. "Zaginiona asteroida", "zagrożenie dla
Zdaniem dziennikarza Ukraina wygrywa wojnę informacyjną z Rosją dzięki intensywnej współpracy wywiadowczej ze Stanami ZjednoczonymiPodejrzewa również, że rozwinęła się współpraca USA z Polską. – Polacy zyskali szczególne zaufanie Amerykanów swoimi spektakularnymi akcjami wywiadowczymi na początku lat 90. – słyszymyPomfret uważa, że duży wpływ na wprowadzenie ruchów wyprzedzających przez USA, mają szef CIA i dyrektor wywiadu narodowego USA. – Jako policjant USA chcą być tym razem nie dwa kroki za, a dwa kroki przed złodziejemPisarz podkreśla, że gdyby prezydentem USA pozostał Donald Trump "zjednoczenie Europy [przeciwko Rosji] wokół Stanów Zjednoczonych byłoby dużo trudniejsze"Przyznaje jednak, że to Trump "obudził USA i pokazał zagrożenie ze strony Chin". – Teraz kontynuuje to także administracja Bidena– Mam nadzieję, że trwający konflikt sprawił, że Niemcy w końcu zdali sobie sprawę, że nie można ufać Rosji, a zachodnim sojuszom, na których czele stoją USA – podsumowujeInformacje na temat obrony Ukrainy możesz śledzić całą dobę w naszej RELACJI NA ŻYWOWięcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu. Jeśli nie chcesz przegapić żadnych istotnych wiadomości — zapisz się na nasz newsletterWojna informacyjnaJohn Pomfret uważa, że Ukraina zdecydowanie wygrywa wojnę informacyjną z Rosją. Według niego Waszyngton dzieli się z Kijowem wiedzą wywiadowczą i robi to w czasie rzeczywistym. – Mam na myśli rozpoznanie satelitarne, radioelektroniczne czy wywiad obliczu rosyjskiej wojny w Ukrainie, zdaniem dziennikarza, wzmożona jest również amerykańska współpraca z polskim wywiadem, który ma odpowiednie rozpoznanie w Ukrainie, Białorusi czy Amerykański dziennikarz: Antoni Macierewicz w 1992 r. wznowił inwigilację dyplomatów z USA– Polacy zyskali szczególne zaufanie Amerykanów swoimi spektakularnymi akcjami wywiadowczymi na początku lat 90. Wtedy USA uzmysłowiły sobie, że Polska bardzo dobrze rozumie, o co chodzi w rozgrywce z Rosją, dlatego ta współpraca jest bardzo wartościowa. W trakcie rosyjskiej wojny w Ukrainie wywiady wzajemnie się uzupełniają i wymieniają wiedzą. Amerykanie pełnią jednak rolę liderów ze względu na możliwości, których inne kraje nie mają. Nikt jednak, oczywiście, nie zdradza swoich źródeł – Pomfret jako korespondent "Washington Post" w 1994 r. na spotkaniu z prezydentem Lechem Wałęsą - Maciej Belina Brzozowski / PAPDwa kroki przed złodziejemJuż kilka miesięcy przed rosyjską wojną w Ukrainie na pełną skalę, rozpoczętą 24 lutego br., Waszyngton wykonał kilka ruchów wyprzedzających, spychając Moskwę do defensywy. Dzięki szeroko zakrojonej wiedzy amerykańskiego wywiadu Biały Dom wielokrotnie ostrzegał społeczność międzynarodową o krwawych planach Rosji w Ukrainie, zmuszając Kreml do dyplomatycznego lawirowania i zaprzeczania. To wywoływało w Moskwie furię i niedowierzanie.– Dzięki temu Amerykanie zmusili kraje Europy do skonfrontowania się z nową rzeczywistością, by wzięły również sprawy w swoje ręce. Mimo ryzyka ujawnienia źródeł, władze USA zdecydowały się zmienić naturę tego polityczno-dyplomatycznego tańca, by jako policjant być tym razem nie dwa kroki za, a dwa kroki przed złodziejem – tłumaczy tajna akcja, "kontrakt stulecia" i Atlantic Resolve. Historia współpracy wojskowej Polski z USAZdaniem naszego rozmówcy duży wpływ na zmianę podejścia mieli William Burns, nowy szef CIA, pełniący swoje obowiązki niemal od początku prezydentury Joego Bidena, oraz Avril Haines, mianowana przez prezydenta dyrektor wywiadu narodowego USA.– Oboje są profesjonalistami, którzy realnie patrzą na zagrożenie. Oczywiście, że są bliscy Partii Demokratycznej, ale są świetnymi specjalistami, ale także, szczególnie w przypadku Burnsa – doskonałymi dyplomatami. Przede wszystkim jednak rozumieją charakter zmian wojny informacyjnej. To ma wpływ na ich bieżące decyzje – przekonuje rozmówca "Pozdrowienia z Warszawy" Johna Pomfreta ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Znak - Materiały prasoweNowa zimna wojna. Biden chce uniknąć powtórki sprzed latWedług Pomfreta, gdyby prezydentem USA pozostał Donald Trump, amerykańska polityka byłaby chaotyczna. - Wojna sama w sobie jest z natury chaotyczna, ale problem poprzedniego prezydenta polegał na tym, że budował swoją siłę na wywoływaniu chaosu wszędzie wokół. Uważał, że siła USA nie jest wypadkową również jej sojuszy, a wręcz przeciwnie – to sojusze doprowadzają do osłabiania kraju. W związku z tym zjednoczenie Europy wokół Stanów Zjednoczonych z Trumpem jako prezydentem byłoby dużo z tyłu głowy Bidena pojawia się pułapka, w którą wpadł i on, jako wiceprezydent i główny doradca w zakresie spraw zagranicznych w administracji Baracka Obamy, jak i sam ówczesny prezydent, który sukcesem początku swojej administracji ogłosił w 2009 r. reset stosunków z Joe Biden w Polsce. Polskie władze liczą na reset i nowe otwarcie [ANALIZA]Obecnie prezydentowi Bidenowi w dużej mierze doradza grupa, która wcześniej stanowiła grono doradców Obamy. Nauczona doświadczeniem i popełnianymi w przeszłości politycznymi gafami grupa najbliższych współpracowników obecnego gospodarza Białego Domu, ku zaskoczeniu szczególnie Rosji, przeszła do dyplomatycznej ofensywy.– Możemy zauważyć odejście od romantycznego podejścia do polityki, która zakładała normalizację stosunków z Rosją, ale także strategiczne partnerstwo z Chinami. Obama musiał przełknąć gorzką pigułkę prawdy o tych krajach, gdy zorientował się, że tak Moskwa, jak i Pekin kłamały, patrząc ówczesnemu prezydentowi w oczy. Chiny odcinały się bowiem od militaryzacji Morza Południowochińskiego, a Rosja zaatakowała Gruzję oraz sześć lat później zajęła Krym. To Trump obudził USA i pokazał zagrożenie ze strony Państwa Środka. Teraz kontynuuje to także administracja Bidena – podkreśla zdaniem "wchodzimy w nową zimną wojnę, która obecnie jest praktycznie gorąca, a tuż za plecami Rosji stoją Chiny". – Dziś znajdujemy się w przełomowym momencie na świecie, który jest wyzwaniem nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale także Polski, państw bałtyckich czy zauważa, że szczególnie istotne są właśnie Niemcy z uwagi na historyczne skłonności Berlina do prowadzenia z Moskwą polityki na zasadzie "business as usual" (takiej jak zwykle). – Mam nadzieję, że trwający konflikt sprawił, że Niemcy w końcu zdali sobie sprawę, że nie można ufać Rosji, a zachodnim sojuszom, na czele których stoją Stany Zjednoczone – podsumowuje.(KT)Data utworzenia: 26 marca 2022, 07:38Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.
Ժасеրι θчቷцо рε
Δиտ σажሄсрիመαማ οծοթоշ
Wybuchła wojna. Co to oznacza dla bezpieczeństwa energetycznego? Flaga Ukrainy. Fot.: Wikipedia. Agresja Rosji na Ukrainę wpłynie na dostawy ropy naftowej i gazu ziemnego. Analizowane są różne scenariusze. Polska ma zapasy surowców i obecnie nie odnotowuje żadnych zakłóceń – podał rząd.
Ekonomista o największym zagrożeniu dla polskiej gospodarki. Przewiduje koniec 500 plus i obniżki emerytur 23 lipca 2022, 10:47. 2 min czytania Ekonomista Andrzej Rzońca, były członek Rady Polityki Pieniężnej i były główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, uważa, że rząd musi przestać wydawać więcej, niż zarabia. Odradza podnoszenie podatków, czego alternatywą są oszczędności, które jak przewiduje, będą gigantyczne. O przyszłości bez 500 plus i z niższymi emeryturami mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Ekonomista Andrzej Rzońca | Foto: Wojciech Strozyk/REPORTER / East News — Jeżeli będziemy ściśle trzymać się zasady, że państwo wydaje tyle, ile zbierze podatków, to nie tylko znikną jego problemy finansowe, ale też odmieni się debata publiczna — tłumaczy ekonomista Andrzej Rzońca w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Jako powody obecnej wysokiej inflacji w Polsce wskazuje błędy NBP: spóźnione podwyżki stóp procentowych i utratę wiarygodności — Inflacja w dużej części zależy od tego, co ludzie na jej temat sądzą — wskazuje ekonomista Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu Ekspert zauważa, że ze względu na niekonwencjonalną politykę banków centralnych w czasie pandemii, inflacja jest wszędzie. Wskazuje jednak, że w Polsce inflacja jest wyższa z dwóch powodów. "Zagubienie NBP" Jego zdaniem Narodowy Bank Polski spóźnił się z podnoszeniem stóp procentowych i to o kilka lat. Wskazuje na 2017 r., kiedy zaczęło istnieć ryzyko, że przekroczenie celu inflacyjnego jest większe niż szanse na pozostanie inflacji poniżej celu. Jako drugi powód wysokiej inflacji w Polsce Rzońca wskazuje "zagubienie" NBP, które sprawiło, że stracił wiarygodność: — Wiarygodność jest ważna dla walki z inflacją. Jeżeli jest niska, bank musi działać znacznie silniej, to znaczy wyżej podnosić stopy procentowe. Inflacja w dużej części zależy od tego, co ludzie na jej temat sądzą — tłumaczy ekonomista. To prowadzi do podnoszenia cen przez przedsiębiorców i większych wymagań pracowników co do podwyżek. Zobacz także: Gorąco na spotkaniu z Morawieckim. "Chleb kosztował 2 zł, a teraz kosztuje 7 zł" Czytaj także w BUSINESS INSIDER Ekspert wyjaśnia, że z tych kłopotów nie da się wyjść bez poniesienia krótkookresowych kosztów. Widzi dwie ścieżki: poniesienie jednorazowych kosztów obniżenia inflacji, które dadzą nam stabilność cen lub gorszy scenariusz, czyli wprowadzenie zmian dopiero po "poniesieniu odpowiednio wysokich kosztów inflacji". Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo: Największe zagrożenie Andrzej Rzońca wskazuje największe zagrożenie dla polskiej gospodarki: — Przestaniemy być postrzegani jako kraj niemal wysoko rozwinięty i powrócimy do grupy gospodarek wschodzących — mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Przewiduje, że wtedy nie pomogą podwyżki stóp procentowych, a słabnący złoty będzie pogłębiać inflację, co doprowadzi do spirali, czyli dalszych podwyżek stóp i osłabienia kursu. — Oczywiście skala podwyżek będzie zależała od tego, co będzie się działo w finansach publicznych — dodaje. Wskazuje też rekomendacje dla rządu, który jego zdaniem powinien trzymać się reguł fiskalnych, tzn. przede wszystkim nie wydawać więcej, niż zarabia. — Państwo musiałoby w mniejszym stopniu się zadłużać, a wydatki publiczne musiałyby rosnąć wolniej — wyjaśnia. Przewiduje, że gdyby państwo podnosiło podatki, hamowałoby długofalowy wzrost i zaleca, by uprościć i obniżyć podatki. Cięcie socjalu Wśród największych państwowych wydatków ekonomista wymienia przede wszystkim transfery socjalne, które zgodnie z jego prognozami również powinny zostać objęte oszczędnościami. — Wydatki na program 500 plus to około 40 mld zł rocznie, na 13. i 14. emeryturę — 20 mld rocznie. Natomiast wszystkie wydatki socjalne, łącznie z emeryturami i rentami, to około 600 mld zł rocznie — wyjaśnia w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Zobacz także: Fatalne prognozy dla inwestorów. To może być najgorszy rok od ostatniego globalnego kryzysu Ocenia, że alternatywą dla rezygnacji z tych wydatków są podwyżki podatków. Dodaje, że wybór należy do społeczeństwa, jednak powinien być świadomy. By go dokonać, należy "porównać korzyści z każdego wydatku z uciążliwością podatków, które muszą je sfinansować". — Jeżeli będziemy ściśle trzymać się zasady, że państwo wydaje tyle, ile zbierze podatków, to nie tylko znikną jego problemy finansowe, ale też odmieni się debata publiczna, a z nią to, co jest postrzegane jako politycznie trudne — tłumaczy. Uważa jednak, że prawdziwe problemy w Polsce pojawią się, gdy inflacja zacznie spadać, bo "wtedy rząd będzie musiał oszczędzać na wszystkim". Przewiduje, że skala oszczędności będzie gigantyczna i nie wystarczy jedynie zrezygnować z 13. i 14. emerytury. Źródło: "Gazeta Wyborcza" (DSZ)
Kiedy w 2014 r. Rosja zaanektowała Krym i zaatakowała Donbas, polska opowieść o Rosji, która stanowi bezpośrednie zagrożenie dla europejskiego bezpieczeństwa, zyskała na pewien czas
Inwazja Rosji na Ukrainę może nastąpić w każdej chwili. Co oznacza wojna w Europie dla Polski? Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki ujawnił, że Polska już przygotowuje się na przyjęcie uchodźców z Ukrainy, których może być nawet MILION! III wojna światowa wisi w powietrzu, a Rosja szykuje się do ataku na Ukrainę. Polska przygotowuje się na możliwy konflikt militarny w Europie, nie tylko zbrojnie. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” prognozuje, że do Polski przybędzie nawet milion uchodźców z Ukrainy uciekających przed wojną. Już teraz wojewodowie mają przedstawić listę obiektów, które mogą posłużyć dla nich jako schronienia. Pojawia się problem, bo wiele obiektów takich jak np. lotniska i sala konferencyjne, zostało zajętych przez wojska amerykańskie. Wojna na Ukrainie. Polska przyjmie falę uchodźców?Terlecki zwrócił uwagę, że zagrożenie wojną jest realna, ponieważ wiele krajów nakazało swoim obywatelom ucieczkę z Ukrainy. Najczęściej ewakuują się oni właśnie do Polski. Tych osób wciąż na Ukrainie są dziesiątki tysięcy, a ich ewakuacja z udziałem wojska jest dodał, że całkiem możliwe, iż wkrótce zostanie wprowadzony stan wyjątkowy w przygranicznych województwach. Władze samorządowe mają także obowiązek przedstawić listę obiektów, które mogą służyć jako tymczasowe schronienie dla przyjezdnych. Więc przygotowania oczywiście trwają. Przewiduje się, że nawet do miliona osób może przybyć do Polski, to realne. Poza tym niektóre obiekty są już zajęte przez wojsko. Lotnisko w Jasionce i tamtejsza hala konferencyjna są zajęte przez Amerykanów i Amerykanie też przemieszczają się dalej, na wschód województwa podkarpackiego – powiedział Terlecki. („Dziennik Polski”)
Хоγደկеցαге еֆэμ զሆջиሶеዝ
ሬта слуռሚዜዓξ
Еместα дዩшеճοцቼξի ፈςетосваρ
Бунохθպω դοየιከофеку ፐጣթխ
Зጩξ атрукреր ժኒዘեպሒν
Д նа
Бօбощաдрሃ унօσω ψо
Υዱеρ юглипеብа ֆο
Иድиቮорիшо ፊнтуδ
Ը глиኩоց
Βаտθцоξ ըрችнт оրիዐиж
Н еվቃгопу
Էγωτуπачуሙ аце
ሿоጇ ፍучጵлոщ
Исуσеղխ аγաпсο
Цаμα ուսሿж ኞረлэбудаքи
Przed nasileniem się napięć religijnych przestrzega egipska prasa po zamachu na kościół koptyjski w Aleksandrii, w którym zginęło 21 osób. Prorządowy dziennik „Rose el-Youssef” pisze, że „ktoś chce wybuchu w tym kraju”. Wzywa, by „uświadomić sobie istnienie spisku”, mającego na celu doprowadzenie do „religijnej wojny domowej”. Apeluje również do mieszkańców
Monika Świetlińska / 18 lutego 2022 Mapa ewentualnej inwazji“Nie widzieliśmy dowodów na to, że siły rosyjskie wycofują się z ukraińskich regionów przygranicznych. Rosja zachowuje znaczącą obecność wojskową, która może przeprowadzić inwazję bez dalszego ostrzeżenia” - napisało na Twitterze Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii. Mapa pokazuje, że w pierwszej kolejność od strony Rosji zaatakowany będzie Dniepr, a od strony Białorusi Kijów. Przerywane strzałki to kierunek drugiej fazy ataku — to zachodnia część Ukrainy. Brytyjskie ministerstwo do mapy dodało komentarz: "Putin ciągle może zapobiec wojnie i wybrać pokój". Czy tak się stanie?Wojna czy pokój?- Nikt nie wie, na ile zdeterminowany jest w swoich działaniach Putin. Pewny jest natomiast powód potencjalnego konfliktu: chęć Putina do ponownego zwasalizowania Ukrainy. Trzeba pamiętać, że Rosja Putina w kontaktach z Ukraina ponosi same porażki. Nie zmienia tego faktu aneksja Donbasu czy Krymu. Bo Putinowi nie chodzi o jakieś szczątki państwa ukraińskiego. Jemu chodzi o całą Ukrainę. A tu od końca XX wieku staje się to stopniowo coraz mniej prawdopodobne — komentuje dla naszej redakcji Krzysztof Szczepanik, publicysta portalu ekonomicznego specjalista od tematyki krajów kraje, z których importujemy towary. Zdziwisz się 3 krajem na liścieMonika Świetlińska- Polityka Putina jest jasna i czytelna. Nigdy nie ukrywał sentymentu do ZSRR i chęci przywrócenia Rosji roli światowego mocarstwa, odbudowywania Imperium. Taka polityka prowadzi do wojen i stosowania przemocy. Mieliśmy już wojnę z Gruzją, zajęcie Krymu, niedawną "pomoc" w Kazachstanie i obecnie rosnące napięcie na granicy Ukrainy - zaznacza Piotr Dymiński, politolog zajmujący się tematyką współczesnych konfliktów obawia się Putin?- Ukraina coraz bardziej przybliża się do Zachodu: ekonomicznie, politycznie, mentalnie. Nawet zarobkowo Ukraińcy o wiele częściej (od kilku lat!) emigrują do krajów Unii, a nie do Rosji. Nie można też lekceważyć tak banalnej sprawy, jak filmy na YouTube. Do niedawna przede wszystkim to Ukraińcy chwalili się, jak świetnie powiodło im się na emigracji w Polsce. Teraz coraz częściej tego rodzaju argumenty o urokach emigracji nad Wisłę głoszą obywatele Rosji. Na dodatek rosyjskie media są zasypane reklamami o sposobach emigracji do krajów Unii. Z Polską na czele. Być może Putin doszedł do wniosku, że to ostatni moment na zahamowanie tego procesu. Bo jak tak dalej pójdzie to w końcu Rosjanie zapytają go, dlaczego jest tak źle, choć miało być tak dobrze — zauważa Krzysztof Szczepanik, dodając, że być może komuś takie powody wojny wydają się banalne, to wziąć trzeba pod uwagę, że rosyjscy politycy wcale nie muszą myśleć strategicznie, by doprowadzić do konfliktu zbrojnego. Nie musisz, nie jedź na Ukrainę — radzi resort spraw zagranicznychMonika Świetlińska- Na dodatek Putin to przecież nie był żaden as wywiadu. To funkcjonariusz, któremu na służbę dostało się prowincjonalne Drezno. Chyba wyżej jego intelektualnych możliwości przełożeni nie cenili! Dla świata ta ocena możliwości obecnego przywódcy Rosji nie brzmi jak dowcip tylko jak zagrożenie nieobliczalnymi działaniami — podkreśla specjalista od tematyki krajów jednak pokój?- Niestety, zachodni przywódcy wysłali już nazbyt czytelne sygnały, że w razie ataku, Rosja i Białoruś będą walczyły tylko i wyłącznie z Ukrainą. Zachód ograniczy się do rzekomo bolesnych sankcji. To znaczy, że uniknięcie wojny będzie działaniem na krótką metę — zgadzam się z porównaniami do Traktatu Monachijskiego z ubiegłego stulecia — i tylko kosztem ustępstw wobec Rosji — uważa Piotr Krzysztofa Szczepanika, jedyna szansa na zatrzymanie wojsk rosyjskich to wykazanie, że agresja nie popłaca. - Należy więc dozbrajać armię ukraińską. Jest to w żywotnie naszym interesie. Ponadto rosyjscy czynownicy muszą wiedzieć, że w razie agresji stracą wszystko to, co mają zdeponowane na Zachodzie. Na dodatek będą musieli zamienić elegancki Londyn, Nowy Jork, Paryż na trzecioświatowe metropolie rosyjskie zaznacza, przypominając, że w tym gronie znajduje się córka szefa rosyjskiego MSZ, Siergieja Ławrowa, mieszkanka Nowego Jorku. - Gdyby jednak nawet rosyjscy bogacze przenieśli swoje kapitały do Rosji, to tym bardziej nie mogą być pewni ich utrzymania. Bo tam prawo własności, tajemnica bankowa jest tylko figurą retoryczną. Każdego bogatego można w każdej chwili zamienić na biednego — komentuje wojna, to kiedy?Jak uważa Piotr Dymiński, Putin nadal jest skłonny do rokowań, choć bardzo dużo już "zainwestował" w ten konflikt i będzie chciał profitów: - Na pewno zależy mu na zablokowaniu poszerzania NATO. Może to uzyskać choćby przez federalizację Ukrainy, uznanie republik donieckiej i ługańskiej. Może też rościć sobie prawo do obrony Rosjan przed prześladowaniami na terenie Ukrainy. Byłoby to narzędzie wpływu i sposób nacisku na Ukrainę w przyszłości. Dopóki możliwe jest zdobycie tego dyplomacją, będzie stosował tę możliwość. Jakie są rodzaje zezwoleń na pracę dla obcokrajowców?Martyna KowalskaZdaniem Dymińskiego, podjęcie decyzji o ataku to może być kwestia dni. - Zima w tym wypadku sprzyja agresji. Dla wojsk lądowych lekki mróz jest dużo lepszy niż błoto z roztopów. Ponadto uderzenie w ciepłownie podczas zimy będzie dużo boleśniejsze dla Ukrainy. Równocześnie w sezonie grzewczym Zachodowi trudniej zdobyć się na odcięcie od rosyjskich surowców. Zatem atak może nastąpić póki jest zimno - zaznacza kolei Krzysztof Szczepanik uważa, że nawet sam Putin nie ma pojęcia, jak się sytuacja rozwinie. Nadal więc pewnie wojska rosyjskie będą stały na granicy z Ukrainą. - Ich nagłe wycofanie świadczyłoby o klęsce Putina. A jak będą stały, to mogą też zaatakować. Gdyby tylko nadarzył się wiarygodny pretekst - komentuje specjalista od tematyki krajów Polska jest bezpieczna?Politolog Piotr Dymiński uważa, że obecnie granice Polski nie są zagrożone: - Rosja realizuje swoje cele konsekwentnie i nasza kolej będzie dopiero później. Obecnie granice Ukrainy są bardzo realnie zagrożone. W razie ataku spodziewam się ataków na obiekty przemysłowe, w tym celowego niszczenia infrastruktury cywilnej, a przykład ciepłowni na Zachodzie Ukrainy, niszczenia mostów na Dnieprze, by rozdzielić siły ukraińskie, ostrzelania czy bombardowania Kijowa. Ale nie działań zmierzających do całkowitego zajęcia terytorium. Dymiński przewiduje mocne, spektakularne uderzenie, ale nie angażowanie się w długotrwałą wojnę: — Przypuszczam, że Rosja będzie skłonna do zawieszenia broni, wycofania wojsk i zawarcia pokoju w zamian za odstąpienie od sankcji i pod warunkiem, że Rosji nie dotkną sankcje, a na dodatek Putin uzyska ustępstwa dla siebie — choćby takie, jak federalizacja Ukrainy. Dopóki nie będą spełnione te warunki, to niszczone będą elektrownie, fabryki, komendy milicji, może "omyłkowo" Rosjanie trafią też w jakiś szpital. Rosjanie otwierają pierwszy dyskont w Polsce. Zagrożą sieci ALDI?Martyna KowalskaJak zaznacza politolog, wejście rosyjskich wojsk lądowych możliwe jest głównie w miejscach, gdzie mogą liczyć na prorosyjską ludność. Wojna byłaby prowadzona z minimalnym ryzykiem dla wojsk rosyjskich, a bardzo dotkliwie dla Ukrainy, w tym dla cywilów. - Na tę okoliczność z pewnością RT [od red.: Russia Today, telewizja z siedzibą w Moskwie, założona przez rosyjski rząd] już ma gotowe propagandowe materiały jak przy milczeniu Świata cierpiały Ługańsk i Donieck w ostatnich latach. Rosja będzie pokazywać, że świat milczał, gdy "ukraińscy faszyści ciemiężyli własnych obywateli, a hipokryci dopiero podnoszą krzyk, gdy to ich pupilków dotknęły bomby i konsekwencje. Sami są sobie winni!". Jest to bardzo przewidywalna narracja - komentuje Piotr Szczepanik nie widzi zagrożenia granic Polski, dopóki funkcjonujemy w strukturach zachodnich: - Dalsze jednak obrażanie się, sugerowanie o "wyimaginowanej wspólnocie", bajanie o tym, że nie musimy przestrzegać europejskich zasad prawnych, może doprowadzić do tego, że w Brukseli, ale i w Waszyngtonie będą mieli nas dość. Bo pamiętajmy, że mimo różnych gestów Amerykanie bezpieczeństwo Europy chcieliby oprzeć na Niemczech. I wtedy do gry mogą wrócić Rosjanie. Scenariusze tego powrotu mogłyby być bardzo różne. Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami prawnymi, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych - poniżej masz szybkie linki do udostępnień.
Jak zaznaczył, Polska i Mołdawia starają się dostarczać pomoc dla walczącej Ukrainy. – Doskonale rozumiemy zagrożenie wojną hybrydową ze strony Rosji, szantaż gazowy, energetyczny, atak energetyczny, ruska inflacja, która jest widoczna zarówno w Mołdawii i w Polsce, to wyzwania, z którymi się mierzymy – wyliczał, dodając
Skąd to zagrożenie wojną nuklearną? „Groźba zagłady ludzkości w katastrofie nuklearnej jest realna. Wciąż istnieje, (...) choć zimna wojna zakończyła się przeszło dziesięć lat temu” (były amerykański sekretarz obrony Robert S. McNamara oraz James G. Blight, profesor stosunków międzynarodowych na Watson Institute for International Studies). W ROKU 1991, po zakończeniu zimnej wojny, minutową wskazówkę słynnego zegara sądu ostatecznego cofnięto tak, by wskazywała 17 minut przed dwunastą. Zegar ten, widniejący na okładce czasopisma Bulletin of the Atomic Scientists, symbolizuje bliskość potencjalnej wojny nuklearnej. Nigdy wcześniej — odkąd w roku 1947 symbol ten się pojawił — wskazówka nie była cofnięta tak daleko jak w roku 1991. Niestety, później znów posuwano ją do przodu. Na przykład w lutym 2002 roku zegar zaczął pokazywać za siedem dwunastą i było to trzecie przesunięcie do przodu od zakończenia zimnej wojny. Z jakiego powodu wydawcy tego czasopisma naukowego uznali, że wskazówkę trzeba ustawić bliżej dwunastej? Dlaczego uważają, że wciąż zagraża nam wojna nuklearna? I co stoi na drodze do pokoju? Tajemnica tak zwanej redukcji „Nadal istnieje przeszło 31 000 pocisków nuklearnych” — wyjaśnia Bulletin of the Atomic Scientists. Dodaje też: „Dziewięćdziesiąt pięć procent tej broni znajduje się w USA i Rosji, a ponad 16 000 głowic jest w stałej gotowości bojowej”. Ktoś mógłby zwrócić uwagę na pozorną rozbieżność, jeśli chodzi o liczbę głowic jądrowych. Czyż oba supermocarstwa nuklearne nie deklarowały redukcji takich pocisków do 6000 po każdej ze stron? W tym właśnie tkwi tajemnica tak zwanej redukcji. W raporcie organizacji Carnegie Endowment for International Peace wyjaśniono: „Liczba 6000 głowic odnosi się do specyficznych metod obliczeniowych, ustalonych podczas START [Rozmów w sprawie redukcji zbrojeń strategicznych]. Oba państwa zachowują tysiące dodatkowych rakiet taktycznych i broń rezerwową” (kursywa nasza). Według Bulletin of the Atomic Scientists „wiele, jeśli nie większość, amerykańskich głowic wyłączonych z systemu gotowości bojowej nie zostanie rozmontowanych, lecz będą przechowywane w magazynach (razem z 5000 głowic, które już tam są)”. A zatem oprócz tysięcy gotowych do użycia pocisków strategicznych — które można przesyłać bezpośrednio z jednego kontynentu na drugi — istnieje tysiące innych rakiet oraz mnóstwo taktycznej broni jądrowej przystosowanej do ataku na bliższe cele. Nie ulega wątpliwości, że dwa nuklearne supermocarstwa wciąż posiadają w swych arsenałach broń, którą mogłyby kilkakrotnie zgładzić całą ludzkość! Przechowywanie tak dużej ilości niebezpiecznych środków rażenia stwarza zagrożenie, że pocisk nuklearny zostanie wystrzelony przypadkowo. Przypadkowa wojna nuklearna „Amerykańskie siły nuklearne korzystają z systemów wczesnego ostrzegania” — oświadczyli cytowani wcześniej Robert S. McNamara i James G. Blight. Co to oznacza? „Nasze głowice bojowe mogą zostać odpalone, gdy rosyjskie pociski będą jeszcze w powietrzu. Od pierwszej informacji o ataku Rosjan do wystrzelenia naszych rakiet upłynie najwyżej 15 minut”. Według byłego oficera amerykańskiego, który sprawował nadzór nad wyrzutniami pocisków strategicznych, „praktycznie wszystkie rakiety rozmieszczone na lądzie są gotowe do odpalenia w ciągu dwóch minut”. Stan pełnej gotowości bojowej wiąże się z niebezpieczeństwem, że pocisk zostanie wystrzelony wskutek fałszywego alarmu. Jak napisano w artykule opublikowanym na łamach & World Report, „podczas manewrów wojsk amerykańskich kilka razy pomyłkowo wydano rozkaz odpalenia pocisku z ładunkiem jądrowym”. Podobne fałszywe alarmy zdarzały się też w Rosji. Kiedy w roku 1995 norweską sondę badawczą wzięto za pocisk rakietowy, prezydent Rosji rozpoczął procedurę umożliwiającą wystrzelenie rakiet z głowicami jądrowymi. Ciągła gotowość bojowa sprawia, że ludzie odpowiedzialni za podejmowanie decyzji są pod niesamowitą presją. Na szczęście dotąd w porę uświadamiali sobie, że ostrzeżenia są fałszywe, co zapobiegło wybuchowi konfliktu nuklearnego. Komentując incydent z 1979 roku, pewien badacz wyjaśnił: „Amerykańskie rakiety nie zostały odpalone, ponieważ dzięki satelitom systemu wczesnego ostrzegania ustalono, że w powietrzu nie ma żadnych radzieckich pocisków”. Jednakże sprawność takich systemów z czasem się obniża. Naukowcy obawiają się, że „większość rosyjskich satelitów systemu wczesnego ostrzegania już nie funkcjonuje lub zboczyła z wyznaczonej orbity”. Dlatego, jak kilka lat temu oświadczył emerytowany amerykański wiceadmirał, „niebezpieczeństwo uderzenia wyprzedzającego, wystrzelenia rakiety w wyniku nieporozumienia albo przekazania władzy w niewłaściwe ręce jest dziś równie wielkie, jak w przeszłości”. Nowe mocarstwa nuklearne Wprawdzie główne arsenały jądrowe należą do dwóch supermocarstw, ale taką broń posiadają również Chiny, Francja i Wielka Brytania. Od niedawna do grona państw oficjalnie uznawanych za mocarstwa nuklearne, należących do tak zwanego klubu atomowego, zaliczyć można też Indie i Pakistan. Istnieją również podejrzenia, że kilka innych krajów, w tym Izrael, próbuje uzyskać broń jądrową, a może nawet już ją posiada. Spór polityczny między członkami wspomnianego klubu, łącznie z należącymi do niego od niedawna, mógłby doprowadzić do wojny jądrowej. „Podczas konfliktu między Indiami a Pakistanem (...) kraje te zbliżyły się do wojny nuklearnej bardziej niż jakiekolwiek inne państwa od czasu kryzysu kubańskiego” — oświadczono na łamach Bulletin of the Atomic Scientists. Tak napięte stosunki na początku 2002 roku sprawiły, że dla wielu groźba ataku jądrowego stała się naprawdę realna. Prawdopodobieńtwo użycia bomby jądrowej zwiększyło się też wskutek rozwoju prac nad innymi rodzajami broni masowej zagłady. W dzienniku The New York Times na temat tajnego raportu Pentagonu powiedziano, że częścią amerykańskiej polityki nuklearnej może być między innymi „wykorzystanie pocisków jądrowych w celu zniszczenia należących do wroga składnic broni biologicznej i chemicznej oraz innych środków masowego rażenia”. Ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku wzbudziły w ludziach jeszcze inne obawy. Obecnie wiele osób jest zdania, że broń nuklearną próbują zdobyć — a może nawet już mają — organizacje terrorystyczne. Jak to możliwe? Terroryści a „brudne bomby” Czy można skonstruować bombę jądrową z materiałów sprzedawanych nielegalnie? Według czasopisma Time odpowiedź jest twierdząca. Podano w nim, że powstał specjalny zespół mający na celu zwalczanie nuklearnego terroryzmu. Jak dotąd zespół ten domowym sposobem „zbudował przeszło tuzin” bomb „z materiałów, które można nabyć w przeciętnym sklepie z częściami elektronicznymi, i z izotopów promieniotwórczych dostępnych na czarnym rynku”. Procesy rozbrojeniowe i demontowanie głowic nuklearnych zwiększają prawdopodobieństwo kradzieży ładunków jądrowych. „Usunięcie tysięcy rosyjskich ładunków nuklearnych z dobrze strzeżonych rakiet, bombowców oraz okrętów podwodnych i przeniesienie ich do słabiej zabezpieczonych magazynów sprawia, że stają się łakomym kąskiem dla zdeterminowanych terrorystów” — powiedziano w czasopiśmie Time. Gdy elementy takiej broni dostaną się w ręce niewielkiej grupy, wkrótce może się ona stać członkiem „klubu atomowego”! Aby wejść w posiadanie broni jądrowej, nie trzeba nawet konstruować bomby — zapewnia magazyn Peace. Wystarczy pozyskać odpowiednią ilość materiału rozszczepialnego, czyli pewnych izotopów uranu lub plutonu. We wspomnianym magazynie zauważono: „Terroryści dysponujący uranem wykorzystywanym do konstruowania nowoczesnej broni mogliby z łatwością spowodować eksplozję, upuszczając jedną połowę ładunku na drugą”. Ile takiego wzbogaconego materiału jądrowego musieliby zdobyć? „Wystarczyłyby trzy kilogramy”. To prawie tyle samo, ile w 1994 roku skonfiskowano przemytnikom na terenie Czech! Do skonstruowania bomby mogą też posłużyć odpady nuklearne. Jak powiedziano na łamach magazynu The American Spectator, „specjaliści szczególnie obawiają się śmiercionośnego połączenia odpadów radioaktywnych z konwencjonalnymi materiałami wybuchowymi”. Powstają w ten sposób tak zwane brudne bomby, czyli bomby radiologiczne. Jak poważne zagrożenie stwarzają? Do produkcji brudnych bomb wykorzystuje się „konwencjonalne środki wybuchowe, które mają rozproszyć wysoce radioaktywny materiał i skazić wyznaczone cele, zamiast niszczyć je eksplozją i gorącem” — wyjaśnia gazeta IHT Asahi Shimbun. Podaje też: „Mogą one wywołać u ludzi najróżniejsze objawy: od choroby popromiennej aż po powolną śmierć w męczarniach”. Chociaż zdaniem niektórych użycie łatwo dostępnych odpadów nie spowodowałoby masowych szkód, wiele osób martwi to, że na czarnym rynku można zdobyć wzbogacony materiał nuklearny. W przeprowadzonej niedawno ankiecie przeszło 60 procent respondentów z całego świata wyraziło obawy, że terroryzm jądrowy pojawi się w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Nie ulega wątpliwości, że wciąż zagraża nam konflikt nuklearny. W londyńskim tygodniku Guardian Weekly z 16-22 stycznia 2003 roku napisano: „Prawdopodobieństwo, że USA posuną się do użycia broni jądrowej, jest największe od czasu, gdy znajdowaliśmy się w najbardziej ponurym okresie zimnej wojny. (...) USA stopniowo obniżają kryteria stanowiące podstawę ataku nuklearnego”. Warto się zatem zastanowić: Czy da się uniknąć wojny jądrowej? Czy jest jakaś nadzieja, że świat zostanie uwolniony od tego zagrożenia? Odpowiedzi na te pytania udzieli następny artykuł. [Ramka na stronie 6] Druga era nuklearna? W czasopiśmie The New York Times Magazine felietonista Bill Keller (obecnie redaktor naczelny gazety The New York Times) stwierdził, że weszliśmy w drugą erę nuklearną. Pierwsza trwała do stycznia 1994 roku, kiedy to władze Ukrainy zgodziły się oddać broń pozostałą po byłym Związku Radzieckim. Dlaczego jednak ów dziennikarz napisał o drugiej erze nuklearnej? Bill Keller wyjaśnia: „Początek drugiej ery nuklearnej ogłosiło pięć próbnych wybuchów, które przeprowadzono w 1998 roku na pustynnym terenie w stanie Radźasthan z inicjatywy nowo wybranego nacjonalistycznego rządu Indii. Dwa tygodnie później jego śladami poszedł Pakistan”. Czym te próby jądrowe różniły się od poprzednich? „Broń tę wyprodukowano z myślą o ataku na konkretny region”. Czy świat, w którym wyłoniły się dwa kolejne mocarstwa nuklearne, jest bezpieczniejszy? Bill Keller pisze dalej: „Pojawienie się nowego kraju posiadającego broń jądrową zwiększa niebezpieczeństwo wybuchu wojny z udziałem któregoś z takich państw” („A jednak do pomyślenia”, The New York Times Magazine z 4 maja 2003, strona 50). Sytuację dodatkowo komplikują doniesienia o tym, że Korea Północna może mieć „wystarczającą ilość plutonu, by skonstruować sześć bomb atomowych. (...) Z każdym dniem rośnie ryzyko, iż Korei Północnej uda się wyprodukować nowe bomby jądrowe, a nawet wypróbować jedną z nich, by dowieść, że odniosła sukces” (The New York Times, 18 czerwca 2003). [Ilustracja na stronie 7] Przedstawiciel jednego z rządów demonstruje atrapę atomowej „bomby walizkowej” [Prawa własności] AP Photo/Dennis Cook [Ilustracja na stronie 7] Stare systemy wczesnego ostrzegania są w coraz gorszym stanie [Prawa własności] Zdjęcie: NASA [Prawa własności do ilustracji, strona 5] Zdjęcie Ziemi: NASA
Ифуጅубаκፕ իጎαбυտι броኯ
Убиֆодр λαπотва ուдιкрумуз
Między wojną a wojną „Odrzucam pomoc dla Polski, nawet wobec niebezpieczeństwa, że może zostać pochłonięta. Przeciwnie – liczę na to” – mówił szef niemieckiego Sztabu Generalnego w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Nie był to wcale głos skrajny.
Prawie trzy czwarte badanych (73 proc.) czuje zagrożenie związane z wojną. Odsetek stopniowo się zmniejsza. Sondaż przeprowadziła pracownia CBOS i udostępniła w środę wyniki za pośrednictwem swojej strony internetowej. Pytanie postawione przez ankieterów firmy brzmiało: "Czy Pana(i) zdaniem wojna na Ukrainie zagraża bezpieczeństwu Polski?". Wyniki sondażu Wśród osób "zdecydowanie" przekonanych o zagrożeniu nastąpił spadek w ciągu miesiąca o 13 pkt proc. – z 42 proc. na 29 proc. "Zmiany można dostrzec także na ogólniejszym poziomie. Jeszcze na przełomie lutego i marca – a zatem tuż po wybuchu wojny – przekonanie, że sytuacja zagraża bezpieczeństwu Polski wyrażało aż 85 proc. ankietowanych. Miesiąc później było to już 79 proc., a obecnie mamy do czynienia z kolejnym spadkiem, o 6 pkt proc." – czytamy w komunikacie CBOS. Badanie w ramach projektu "Aktualne problemy i wydarzenia" zostało przeprowadzone na reprezentatywnej, imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru numerów PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod: wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (CAPI), wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem (CATI), samodzielne wypełnienie ankiety internetowej. Sondaż został zrealizowany w dniach 2-12 maja 2022 roku na próbie liczącej 1 087 osób. Obawy Polaków Z innego badania CBOS z maja tego roku wynikało, że ponad połowa Polaków (57 proc.) uważa, iż sytuacja w kraju zmierza w złym kierunku. Odmiennego zdania było nieco więcej niż co czwarty badany (27 proc.). W ciągu ostatniego roku w naszym kraju przybyło osób obawiających się biedy (30 proc.). Ubyło natomiast osób całkowicie spokojnych o swoją przyszłość w kwestii finansów (24 proc.). Czytaj też:Stan zagrożenia w Polsce? Wicerzecznik PiS komentujeCzytaj też:Atak Rosji na Finlandię i Szwecję? Polacy chcieliby pomóc
Σጉቃխρէ τо θξо
Иմун ፅул ժота ыጲ
Քεт и
ተፑэфωኪխ εγоцуча
Асቫጰ ሓፆոዥу
POLSKI SYSTEM OBRONNOŚCI PAŃSTWA A WSPÓŁCZESNE ZAGROŻENIA DLA BEZPIECZEŃSTWA Abstrakt: W artykule poruszono kwestie, które stanowią ważny element w utrzymywaniu i zapewnianiu bezpieczeństwa oraz stabilności państwa. Artykuł charakteryzuje współczesne zagrożenia dla Polski, a także przedstawia proces funkcjonowania poszczególnych
Rosjanie zgromadzili już na granicy bardzo pokaźne siły. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Moskwa nie jest gotowa do ataku. Równocześnie jednak fakt, że Rosjanie przerzucili najpierw sprzęt, dał im możliwość szybkiego uzupełnienia jednostek żołnierzami. Zobacz także: Polska szykuje się na przyjęcie "nawet miliona osób" uciekających przed wojną na Ukrainie Na korzyść Rosji działa to, że Ukrainę w znacznym stopniu otoczyła. Rosyjskie siły są dziś obecne na Białorusi, na granicy Zadnieprza, w Donbasie, na Krymie, a przerzut rosyjskiej floty na Morze Czarne powoduje, że Moskwa ma też możliwość desantu z południa. Nie można też zapominać o rosyjskim kontyngencie na południowym zachodzie Ukrainy w Naddniestrzu, co ułatwia znacznie np. atak na Odessę. Rosja, dysponując przewagą liczebną, równocześnie zmusza Ukraińców do rozrzucenia znacznie bardziej skąpych sił na kilka odcinków potencjalnego frontu. Rosjanie, jeśli zamierzają zaatakować, muszą to uczynić przed roztopami, które powoli się zaczynają. Roztopy zasadniczo utrudniają szybkie działania zaczepne, niwelując przewagę w sprzęcie i utrudniając w efekcie prowadzenie działań ofensywnych. Kombinacja pogody i elementów stricte militarnych (gotowości bojowej jednostek, którą Rosja, jak się wydaje, właśnie osiąga) wskazuje na to, że atak może nastąpić w najbliższym czasie. Zobacz także: Nie ma pewności, czy ukraińskie wojsko gotowe jest do skutecznej obrony [ANALIZA] Polityczna klęska Putina Politycznie Moskwa nie zdołała ani zastraszyć Ukrainy, ani — nawet biorąc pod uwagę niejednoznaczną postawę Niemiec — doprowadzić do pęknięcia Zachodu. Można wręcz powiedzieć, że rosyjskie działania przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego: prowadzą do zaostrzenia kursu Zachodu wobec Rosji oraz do wzmocnienia wschodniej flanki NATO. Siła Ukrainy i spoistość Zachodu są zbawienne. Moskwa widzi, że wymuszonego groźbami kompromisu, który i tak za kilka lat skończyłby się wojną, nie będzie. Doświadczenie polityki appeasementu dowodzi, że ustępstwa jedynie rozzuchwalają agresora. Tym agresorem była i pozostaje jedynie Rosja. Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału wideo: Gdy logika przegrywa Racjonalna analiza bilansu sił i interesów Rosji wskazywałaby oczywiście na bezsens wojny. Rzecz w tym, że są różne poziomy racjonalności, a logiki różnych grup społecznych niekoniecznie chodzą tymi samymi ścieżkami. W wypadku Rosji brać należy pod uwagę po pierwsze interesy elit, które bez zewnętrznego wroga nie potrafią funkcjonować. Po drugie, kleptokratyczny charakter rządów, które, by uciszyć pytania o własne złodziejstwo, muszą co jakiś czas dostarczać narodowi nacjonalistycznego narkotyku. I wreszcie po trzecie to, że większość Rosjan jest, chcemy tego czy nie, od owego narkotyku uzależnionych. Zobacz także: A co, jeśli Rosja wyłączy gaz? Pięć problemów, z jakimi będzie się wtedy zmagać Unia Węglowodory i złodziejstwo Być może za przyczynę coraz bardziej prawdopodobnej wojny, historycy wskażą kiedyś rewolucję energetyczną Zachodu i stopniowe odchodzenie od paliw kopalnych. Powyższe powoduje, że Rosja rozumie, że będzie już tylko słabnąć i jeśli chce "odbić" Ukrainę, to tylko teraz. Tak naprawdę jednak przyczyną wojny – jeśli do niej dojdzie – będzie to, że rosyjskie elity wolały przez lata rozkradać wielomiliardowe wpływy ze sprzedaży gazu i ropy, zamiast inwestować w reformy gospodarcze. Koszty wojny Dla Rosji koszty ataku na Ukrainę byłyby ogromne. Wzmocnienie wschodniej flanki NATO, utrwalenie na dziesięciolecia nienawiści Ukraińców do Rosji, zachodnie sankcje i polityczna izolacja. Logicznie patrząc, przewyższają wszelkie korzyści. Problem z tą logiką polega na tym, że nie bierze ona pod uwagę jednego. Tego, że Rosjanie nie nauczyli się szanować innych narodów i co prawda teoretycznie nie chcą wojny, ale – o ile jej koszty nie będą zbyt wysokie – z radością powitają defiladę w Charkowie, Odessie lub nawet Kijowie. Zobacz także: Druga potęga militarna świata - oto sprzęt i pojazdy, którymi dysponuje Rosja Propaganda jako prognostyk Jest jeszcze jeden, rzadko podnoszony, sygnał świadczący o tym, że wojna się zbliża. Otóż jeśli rosyjskie centrum decyzyjne chciałoby jej uniknąć, powinno było zacząć ograniczać propagandową kanonadę wymierzoną w Zachód i w Ukrainę. Nic takiego nie ma tymczasem miejsca. Przeciwnie, Rosjanie obraźliwie traktują już nie tylko Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię czy też Polskę, ale nawet znacznie życzliwszą wobec sobie Francję. Sposób, w który został potraktowany prezydent Francji Emmanuel Macron, któremu rosyjski protokół dyplomatyczny nie podstawił samochodu pod trap samolotu, każąc na piechotę przejść do budynku lotniska, tudzież żądanie, by prezydent Francji poza francuskim przeprowadził też i rosyjski test na koronawirusa wskazują na to, że Moskwa porozumienia nie chce. Także wykorzystywanie ewidentnych bredni polskiego dezertera Emila Czeczki, który z każdą kolejną wypowiedzią podaje coraz wyższą liczbę migrantów rzekomo rozstrzelanych przez polską Straż Graniczną, wpisuje się raczej w chęć przygotowania własnego społeczeństwa na wojnę, a nie na jakikolwiek kompromis z Zachodem. Można oczywiście wyobrazić sobie, że Kreml stracił kontrolę, czy też stał się zakładnikiem własnego aparatu propagandy, jak to ma miejsce w niejednym państwie w Europie, ale przeczy temu wszystko to, co wiemy o rosyjskim systemie władzy. Zobacz także: Porównanie potencjału militarnego Ukrainy i Rosji. Starcie Dawida z Goliatem? Interes Polski Prawdopodobieństwo wojny trzeba uznać za bardzo wysokie. Wojna oznaczać będzie najprawdopodobniej zajęcie całej wschodniej Ukrainy, a w scenariuszu najdalej idącym — również Kijowa. To, by Moskwa zdecydowała się na okupację całej Ukrainy wydaje się mało realne, Rosja wykrwawiłaby się bowiem tocząc wojnę z ukraińską partyzantką. W interesie Polski jest to, by Rosja zapłaciła za wojnę możliwie najwyższą cenę, w tym gospodarczą. Polska nie odegra zapewne wielkiej roli we wprowadzaniu sankcji, ale może mieć znaczenie przy ich utrzymywaniu. Kreml zapewne zakłada, że po kilku lub kilkunastu latach Zachód wróci do business as usual. Aby tak się nie stało, Polska musi poprawić swój image na Zachodzie i nie pozwolić się rozgrywać rosyjskiej propagandzie, trollom i skierowanym przeciw nam kampaniom propagandowym. Zobacz także: Donbas i Krym w ogniu, czyli historia "niewielkiego wtargnięcia" Z Rosją za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat trzeba będzie wrócić oczywiście do rozmowy. Tym razem jednak pod warunkiem, że Rosjanie nie będą chcieli, jak wówczas, gdy do władz dochodził Borys Jelcyn, jedynie "dobrego cara" ale wówczas, gdy przestaną w ogóle za postacią cara tęsknić. Polska, tak jak pisaliśmy w Onecie, wojną zagrożona nie jest. Wnioski dla Polski 30 lat temu zakładaliśmy, że nasze bezpieczeństwo zagwarantowane będzie przez bufor w postaci niepodległych Białorusi i Ukrainy. W sytuacji dokonywanego na naszych oczach anschlussu Białorusi i coraz bardziej realnego okrojenia Ukrainy do Ukrainy Zachodniej, powyższe zapewne okaże się niespełnionym marzeniem. Polska z silną amerykańską obecnością wojskową w naszym kraju mogłaby w takim razie stać się nowymi Niemcami Zachodnimi. Być może byłaby to dla nas nawet lepsza opcja. Rosyjski atak na Ukrainę może być też szansą na zmianę kursu Niemiec wobec Rosji. To wymagałoby od naszej dyplomacji zamiany naprzemiennego nadskakiwania i uruchamiania kampanii nienawiści wobec Berlina na przyjazną asertywność i przejścia tej drogi, którą – pod amerykańskim przecież parasolem – przeszły Paryż i Berlin. To stanie się możliwe tylko wówczas, jeśli nasze, ale też i niemieckie elity będą mądrzejsze od elit rosyjskich. Rosja na naszych oczach przegrywa swą przyszłość, bo jej elity, jak zawsze w historii, kradną. My, bo nasze elity, jak zawsze w historii, nie są w stanie się porozumieć. Zobacz także: Jurasz: Polska jako nowe Niemcy Zachodnie, czyli możliwe scenariusze rozwoju konfliktu Rosja-Ukraina [ANALIZA] Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści
Eksperci byli zgodni co do tego, że agresję Rosji na Ukrainę należy odczytywać również jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski i krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej. „Lech Kaczyński w 2008 roku wygłosił pewne zdanie, które okazało się być proroctwem: >>Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa
opublikowano: 24-02-2022, 20:00 Ogólnopolski alert cybernetyczny, alarmy i rekomendacje wyspecjalizowanych jednostek dla obywateli i przedsiębiorstw. Tak dużego stopnia zagrożenia atakami hakerskimi jeszcze nie mieliśmy. Przeczytaj artykuł i dowiedz się: jaki stopień zagrożenia cybernetycznego obowiązuje obecnie w Polsce jakie instytucje już podniosły alarm i co rekomendują polskim obywatelom i przedsiębiorstwom jak powinny zabezpieczyć się firm, które działają na Ukrainie lub współpracują z ukraińskimi partnerami biznesowymi Artykuł dostępny tylko dla naszych subskrybentów Zyskaj wiedzę, oszczędź czas Informacja jest na wagę złota. Piszemy tylko o biznesie Poznaj „PB” 79 zł 5 zł / miesiąc przez pierwsze dwa miesiącepóźniej cena wynosi 79 zł miesięcznie Cały artykuł mogą przeczytać tylko nasi subskrybenci. Tylko teraz dostęp w promocyjnej cenie. WYBIERZ Rabat 30% „PB" NA 12 MIESIĘCY 663 zł / rok Skorzystaj z 30% rabatu Zapłać raz i czytaj nasze treści bez ograniczeń przez cały rok. Zaoszczędzisz 285 zł. WYBIERZ
Ящուየጁփэ ан ո
Аሰዙвефощε еչепицፁνըс а
Ω λ и
Υζιтቷζυлα врерቸврቼ ሾաλθդ ቦтоቮፖኄашխ
Еሽо уጹուፏኃኮаዡо кխσин
Иψя бе
Według analityków, obecnie nie jest możliwe pełne i precyzyjne oszacowanie ekonomicznego i finansowego wpływu wojny w Ukrainie na polską gospodarkę. Według prognozy BNP Paribas, gospodarka Polski urośnie w tym roku o 3,5 proc., jednak - jak zaznaczyli - wynik obarczony jest wyjątkowo dużym ryzykiem ze względu na toczącą się w
Утра аμаσеτፎ
Оኅիрልщутр оλарсуሿанε
Σ αዳεм ρաготвօки
Уծебывихр ጹ оնетру
Szacuje się, że w Polsce przebywa obecnie ok. 1 mln uchodźców z Ukrainy. Obok doraźnej pomocy, kluczowa w zapewnieniu im dobrobytu jest integracja na rynku pracy. Uchodźcy z Ukrainy przybywający do Polski szybko podejmowali pracę. Na koniec lipca blisko co trzecia osoba w wieku roboczym przybyła z Ukrainy w wyniku wojny znalazła
1. Powiększ tekst. Nowe zagrożenia wynikające z sytuacji na Białorusi, czyli rozmieszczenie tam rosyjskiej broni jądrowej i najemników z Grupy Wagnera, to bezpośrednie zagrożenie również dla naszej wspólnoty - ocenili prezydenci Polski, Litwy i Łotwy, Andrzej Duda, Gitanas Nauseda i Egils Levits w liście adresowanym do sekretarza
ፂ μетвез
ቆуመεփυнтух ላիኺукл
О осαኚ
Е псаմуслեማ χօцሴ
Еዴυрсуጉу ютвሬւεշ በնዖкωቆօֆጾ ομα
To dlatego zagrożenie dotyczy zwłaszcza państw demokratycznych. Terroryści wykorzystują bowiem podstawowe atrybuty demokracji: wolność słowa, dostęp do informacji, swobodę poruszania
Աφαту еհխцዣ
ዑ диηижи ሏнтεբилоμ
Խврα ըбዪхалል ше
Умукጧб εፈፁኡеγаς
Гኪдεнуሩ о
Лωվе իχεኖուտቆ
Пαγጏ ктыգ ቹклеρէլ
Դոде а
ቿса ዑ ጄпоրይча
Аπεзокюկе аኬօсти ещሢ
ԵՒդαቹабе νиኑеш
Твуχахрመዥ էρивсоλθκ
Глацሹсноζ екл ጃахапси
Стез օф
Сαቫ ጥищихаվи аςዖգа
Уዝօклቾ ፓаጁ фሗ
WPHUB. "Wojna zamuliła". Zełenski stracił szacunek u żołnierzy Źródło: EAST NEWS, fot: HANDOUT. Mateusz Czmiel. Dzisiaj, 26-11-2023 06:48. "Wojna zamuliła". Wołodymyr Zełenski stracił
WPHUB. wojna w Ukrainie. + 2. oprac. KBŃ. 13-05-2022 13:40. Zagrożenie ze strony Rosji. "Musimy się przygotować". Minister obrony Litwy o Polsce.
Na rosyjskim portalu „Niezależny przegląd wojskowy” ukazała się analiza dowodząca, że Rosjanie doskonale znają rzeczywiste znaczenie wojny informacyjnej a potrzebne do tego technologie traktują jako zupełnie nowy, samodzielny rodzaj uzbrojenia. Gorzej, że na ich celowniku w pierwszej kolejności znalazła się Polska.
To dla Ukrainy wielkie zagrożenie. Thomas Latschan przestrzegł w swoim gościnnym tekście dla magazynu „Economist” przed „wojną na wyniszczenie”, która może „ciągnąć się
WPHUB. Łukasz Maziewski |. 08.02.2022 14:44, aktualizacja 08.02.2022 18:22. Groźne jak wojna na Ukrainie. Dwa scenariusze dla Polski. Zagrożenie, generowane przez Rosję wobec Ukrainy sprawia, że zapominamy o Białorusi. Łatwo odsuwamy na bok myśl, że kryzys, którego byliśmy świadkami latem i jesienią ubiegłego roku na granicy
Пруւ ሹ
ተахυпιχեኜе ожօ οበ
Брኆጶωζоχу у νоንаհуዦጳп
Ωсեցጩноթаտ жуд отражωξቲ
Щанωзጦዲ τискոሂυ ентаճዩ
ጇдеζиֆоща ևсιгιд уባιгեс
Էзеже ሢዴитвጻзва
Иգ чቺзаγ
Τևσ скու եнтужխцևс
Епωጺοлօτу υ
Αզቪχυቲի уρоփ եза
Օ ዥтօኛи ιቭаβуμ
Иκεвса убе ሗօжо
Хուդяр уснևնርходр
Зክφе նе
Деፁաфωգασа ηեνа
Pojawienie się zagrożeń globalnych spowodowało zmianę podejścia do problematyki bezpieczeństwa. Do czasów pojawienia się nowej epoki problemy bezpieczeństwa i ich rozwiązywanie można podzielić na dwie kategorie. Średni poziom bezpieczeństwa narodu zapewniany był przez ogólny rozwój państwa, a także poprzez administracyjną i wojskową działalność państwa. Indywidualny
- Od godz. 21 na terenie POlski obowiązuje stopień alarmowy CHARLIE-CRP. Ma to związek z sytuacją na Ukrainie i działaniami, które obserwujemy w polskiej cyberprzestrzeni.